Często mówi się usłudze depozycjonowania. Wielu kojarzy z tym zmasowane kampanie, obejmujące najpopularniejsze systemy wymiany linków czy programy linkujące (np. rosyjski xRumer czy inne).

Jednak depozycjonowanie nie musi tak wyglądać – może być dość naturalnym działaniem.

Case study

Przez kilka miesięcy dla Klienta o dość negatywnej opinii w sieci prowadziliśmy działania depozycjonujące.

Na początku musieliśmy doprowadzić do zaindeksowania strony Klienta, która (jak to niestety często bywa) była zablokowana w pliku robots.txt. Samo odblokowanie zajęło nam miejsce dla pozycjonowanych fraz (ok. 20) w TOP3. Było to o tyle skuteczne, że na większość fraz zajęliśmy 2, a nawet 3 miejsca na pierwszej stronie – główna, kontakt i niekiedy oferta.

Kolejnym skutecznym działaniem okazało się stworzenie podstrony “Opinie”, która momentalnie pojawiła się w TOP5 dla fraz zawierających słowo “opinie” we frazie kluczowej (było ich kilka). Kolejna pozycja na 1. stronie zajęta.

Przystąpiliśmy do tworzenia satelitarnych serwisów mocno zoptymalizowanych pod pozycjonowane frazy. Z uwagi na moc konkurentów (strony pokroju gazeta.pl) oraz mimo aktywnego linkowania witryny zaczęły pokazywać się w Top10 dopiero po kilku miesiącach spychając niżej negatywne dla naszego Klienta SERPy.

Dość mądrym posunięciem było wykorzystanie nienegatywnych wyników mający potencjał. Takich, które znajdowały się na wejściu do Top10, ale jeszcze nie miały tam zagnieżdżonej pozycji. Nienegatywne, czyli zarówno pozytywne, jak i całkowicie neutralne.

Podsumowanie

Depozycjonowanie w naszym wykonaniu było w gruncie rzeczy naturalną czynnością. Stało się tak dlatego, że mieliśmy wpływ na wyniki wyszukiwania – a to nigdy nie będzie 100% naturalne.

Efekty tych działań poprawiały się z miesiąca na miesiąc. Na końcu kampanii doszliśmy do ok. 60% “zielonych” (neutralnych i pozytywnych) wyników dla ok 20 rozważanych fraz. Prace rozpoczęły się z poziomu ok. 80% tych negatywnych.

Oceń ten artykuł

Skontaktuj się z nami

 +48 71 757 50 56
 biuro@rocketmedia.pl